W piątkowy wieczór stadion przy ulicy Srebrnej 12 wypełnił się niemal do ostatniego miejsca, a na murawę wybiegli główni aktorzy tego dnia - zawodnicy LKS-u Gamów i Unii Racibórz.
Table ligowa mogła wskazywać na jednostronne widowisko, a kibice niebiesko-białych z pewnością liczyli na wysokie zwycięstwo swojej drużyny. Nic bardziej mylnego!
Mimo dobrego początku w wykonaniu Unii i dwóch wspaniałych okazji do zdobycia gola to Gamów w 12 minuce objął prowadzenie. Dość szybko do wyrówwania doprowadził Gabriel Poznakowski, ale w 30 minucie rywale wyprowadzili kontrę i ponownie objęli prowadzenie w meczu. Wynik 1:2 utrzymał się do przerwy.
Trener Łukasz Zejdler po 45 minutach gry zdecydował się na zmiany. W miejsce Poznakowskiego, Kuczery, Musioła i Borysiuka na boisku pojawił się Trębacz,Witt, Cepurneac i Szotek.
Początek drugiej połowy wymarzony! Bartek Trębacz strzela na 2:2. Kolejne minuty to nieustające ataki Unii, na które rywale co jakiś czas próbowali odpowiadać szybkimi kontrami. Na tablicy wciąż wyświetlał się wynik 2:2. W 69 minucie kibice pomyśleli, że wszystko wraca do normy. Po rzucie rożnym doksonale w polu karnym rywali odnalazł się Bartosz Kula i strzałem głową dał prowadzenie 3:2. Kolejne minuty upływały, mecz powoli zbliżał się do końca, aż nadeszła 87 minuta, w której rywale zadali kolejny cios. Zamieszanie w polu karnym bezlitośnie wykorzystał jeden z zawodników Gamowa doprowadzając do wyrównania.
Unia jeszcze próbowała, jeszcze miała znakomite okazje, ale po około 97 minutach rywalizacji gwizdek sędziego rozbrzmiał po raz ostatni. Remis 3:3 i wielka radość ekipy z Gamowa. Zasłużona radość, bo zespół teoretycznie "skazany na pożarcie" pokazał, że sercem do walki można dużo zdziałać. W naszych szeregach tego serca chyba zabrakło...
Wielkie słowa uznania dla kibiców obu drużyn, którzy stworzyli wspaniałą oprawę tego widowiska. Gorący doping, ciekawe przyśpiewki pokazały, że na poziomie klasy okręgowej piłka nożna może być wielkim świętem.
Porażki też czegoś uczą, z porażki można i należy wyciągnąć wnioski. Głowy do góry Panowie i walczymy w kolejnym meczu!